Kim Nowak

Wywiady - Kim Nowak

- Kim Nowak to prawdziwy zespół rockowy, który wyrusza w trasę – mówi Newsweekowi Emade, czyli Piotr Waglewski.

NEWSWEEK: Ty i twój brat Bartosz (Fisz) wykonaliście stylistyczną woltę. Jako Kim Nowak wydajecie w tym tygodniu debiutancki album o rockowym brzmieniu. Nie boicie się reakcji hiphopowych fanów? PIOTR WAGLEWSKI: Zakładając Kim Nowak, w ogóle się nad tym nie zastanawialiśmy. Ten zespół to z jednej strony spełnienie naszych chłopięcych marzeń o graniu tego typu muzyki, z drugiej hołd złożony takim grupom jak Fugazi czy Black Keys.

NEWSWEEK: A Emade i Fisz? Zawie-szają działalność? PIOTR WAGLEWSKI: Absolutnie nie. Po prostu teraz większy nacisk kładziemy na zespół, bo nie chcemy, by skończyło się na jednej płycie.

NEWSWEEK: Skąd taka nazwa? Kim Novak to aktorka znana z filmów Hitchcocka. PIOTR WAGLEWSKI: Chodziło o nawiązanie do klimatu lat 60.

NEWSWEEK: Wasz album zaskakuje mocnym, ciężkim i niemal klaustrofobicznym brzmieniem. To płyta zupełnie inna od nowych polskich krążków rockowych. PIOTR WAGLEWSKI: Brzmienie mieliśmy wymyślone od dłuższego czasu i nie oglądaliśmy się na to, co się teraz w Polsce gra. Ale faktycznie wielu wykonawców u nas gra muzykę podobną do tej, która święci triumfy np. w Wielkiej Brytanii, albo nazywany przeze mnie disco rock. My staraliśmy się stworzyć coś innego. Ważne jest to, co ci się podoba, nie to, co chwilowo porywa tłumy.

Źródło: http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/kultura/kim-nowak--czyli-nowe-wcielenie-emade,58393,1
Wywiad dla independent.pl

Zacznijmy od nowego projektu, kóry tworzycie – KIM NOWAK. Skąd pomysł na coś odmiennego niż dotychczas?

FISZ: Wiesz co... To jest coś odmiennego gdzieśtam, ale to jest pomysł, który mamy już od kiedy mamy pierwsze zespoły, czyli gdzieśtam od lat 90-tych. Z jednej strony była ta rewolucja hiphopowa, a z drugiej cały czas mocno wybijała się scena gitarowa... na pewno to wszystko co słyszeliśmy, Sonic Youth albo Fugazi. Nagrywając płytę w duetach hiphopowych, syntetycznych i tak dalej myśleliśmy żeby kiedyś chwycić za instrumenty i pograć sobie głośno. I takie motywy się pojawiały... na koncertach Tworzywa, gdzie staraliśmy się, żeby to co jest na płytach brzmiało bardzo syntetycznie, żeby brzmiało różnie. Zakradaliśmy się w punkowe sytuacje... To zależy od tego jakich ludzi się spotka, bo nie udało nam się do tej pory spotkać gitarzysty, który by miał podobne sentymenty i który by nas zaintrygował samym sposobem gry. Okazało się, że spotkaliśmy Michała...

Właśnie, dlaczego Michał? Nie próbowaliście stworzyć czegoś takiego jak „Męska muzyka” z Panem Wojtkiem?

FISZ: Nie, nie... To był jeden taki projekt, który się wydarzył i na razie nie mamy ochoty go powtarzać, może kiedyś. Nie... wiesz, my już od dziesięciu lat staramy się robić rzeczy, które są dla nas oczywiste i to jest tak, że staramy się dogadywać z ludźmi, którzy w podobnie to przeżywali... My szukaliśmy ludzi, którzy mają jeszcze takiego koguta, który... związany jest gdzieś tam z młodym duchem.

Dlaczego jako nazwę zespołu wybraliście imię i nazwisko amerykańskiej aktorki z lat 60-tych?

EMADE: Przede wszystkim jest to aktorka, która prężnie działała w latach sześćdziesiątych, a nasza płyta gdzieśtam nawiązuje do tych lat. Może nie do końca stylistycznie, bo gramy takie rzeczy, które przewijały się przez lata dziewięćdziesiąte i do tej pory się przewijają. Zaczerpnęliśmy sposób nagrywania płyty z lat sześćdziesiątych, czyli nagrania na tak zwaną setkę – wszyscy siedzimy w jednym pomieszczeniu i nagrywamy. To ma charaktrer i taki chcieliśmy zachować, żeby płyta brzmiała trochę jak lepiej zagrana próba. Pomyśleliśmy więc, że można nazwą nawiązać do tego klimatu, a padło na tę aktorkę ponieważ ma fajne nazwisko (śmiech).

Porzucacie hiphop?

FISZ: Nie, to nie jest tak, że się przebieramy... że zakładamy inne skóry, długie włosy i tak dalej. Kim Nowak jest dlatego, że jesteśmy wolni i mieliśmy taką ochotę. Dla mnie to jest naturalne, bo jak słuchałem Beastie Boys to tam też jest dużo punk rocka. Cypress Hill, House of Pain... To było naturalne połączenie, a dopiero potem się podzieliło. Kiedyś sobie do tego powrócimy, tylko wtedy będziemy mieć na to ochotę, bo tak działamy zawsze. A Tworzywo koncertuje i będzie nagrywało też nową płytę, bo nie wyobrażamy sobie inaczej.

Można więc uznać, że płyta Heavi Metal była swego rodzaju mostem między Tworzywem a Kim Nowak?

FISZ: No może gdzieś tak... Rzeczywiście tekstowo i w ogóle pojawiły się sentymenty do muzyki rockowej... heavy metalowej. Może tak, bo z tą płytą mieliśmy zmianę składu... tam spotkaliśmy wtedy Michała. I mieliśmy już takie uderzenie na koncercie... trochę na zasadzie Frank Zappa – na zasadzie zabawy muzyką. Zresztą lubimy się bawić. No... i tak się okazało, że Michał lubi grać rzeczy przesterowane, hendrixowskie. Na płycie jest dużo solówek gitarowych... z duszą. Nie uważam się za znawcę muzyki lat sześćdziesiątych, to jest zupełne inne granie, tak się już dzisiaj nie gra. Także Heavi Metal rzeczywiście był pomostem. Dla mnie każda płyta to jest zdjęcie jakiegoś okresu i pewnie jakby te wszystkie płyty czytać od początku, to one gdzieś w jakimś kierunku zaprowadziły...

Wspomniałeś o Hendrixie. Wiem, że Michał się fascynuje Jimim...

MICHAŁ: Ogólnie słycham dużo muzyki z tamtego okresu. I tych mainstreamowych kapel, znanych na całym świecie i legendarnych już teraz, ale też odkrywam rzeczy mniej znane i niszowe. Głównie amerykańskie i angielskie. To były dwa ogniska rock and rollowej muzyki.

Zespół miał się opierać na takich riffach, to było zaplanowane, czy wyszło przypadkiem?

MICHAŁ: To wyszło naturalnie. Nie zakładaliśmy, że to ma brzmieć tak jak ktoś... Oczywiście inspiracje są wyraźne. Też nie staraliśmy się ich uniknąć. To zupełnie normalne, że kształtuje twój styl to, czego słuchasz. Słuchanie muzyki jest najważniejszą szkołą dla muzyka. Nie da się uniknąć skojarzeń, ale to jest fajne, mi się to podoba.

Ktoś kiedyś powiedział, że wszystkie najlepsze riffy już zostały wymyślone. Skąd wasze pomysły?

MICHAŁ: Wiesz, to było tak, że spotkaliśmy się w trio i już na pierwszej próbie powstał riff do Szczura, a jak to było? A tak, że Bartek (FISZ) wyciągnął bass i po prostu zagrał kilka dźwięków. Okazało się, że fajnych, że trafionych. Piotrek (EMADE) od razu wiedział jakie bębny zagrać do tego. I stało się. Szereg prób spowodował, że powstała płyta Kim Nowak.

FISZ: Wszystko zależy od ludzi i jak oni się uzupełniają. Czy jest porozumienie. U nas to było i jest, bo Szczur by nie brzmiał tak, gdyby nie riff, ale też to zasługa Piotrka na bębnach. A sama płyta ma formę starą jak świat. Nigdy nie chodziło nam o to żeby odkrywać jakieś nowości, żeby szaleć, tym bardziej, że na siłę staranie się udowodnic, że robimy coś nowego jest zgubne.

Jest u Was ktoś, kto zaczyna tworzenie, czy to wspólne pomysły?

EMADE: Wszystko zaczyna się od riffów, czyli albo bass, albo gitara. Ja najczęściej jestem na samym końcu.



Powiedzcie mi o czym nowa płyta opowiada?

FISZ: Wiesz, ja lubię jak płyty się ogląda. Jak książeczki. Dla mnie ta płyta ma jedną bardzo spójną rzecz – brzmienie, energia. Nie uważam się za wokalistę albo śpiewaka, ale moim zadaniem było opowiedzieć to, co tam muzyka ze sobą niesie. Jestem takim katalizatorem, człowiekiem, który próbuje wytłumaczyć o co tam między dźwiękami może chodzić. Na płycie są różne rzeczy. Są rzeczy zaczepne, są śmieszne, dowcipne... forma tekstowa piosenki przyjemna była do pisania, bo nie jest tak wymagająca jak ta zabawa w hiphopie...

Łatwiej jest pisać rockowe kawałki?

FISZ: Nie wiem czy łatwiej... Inaczej. Jest to sprowadzenie formy do minimum. Wybieranie słów najładniejszych i skojarzeń, kóre wydają mi się ciekawe.

Fajnie jest się czasami powydzierać do mikrofonu?

FISZ: Tak! (śmiech). Nam chodzi tu o emocje. Nikt z nas, oprócz Michała, nie jest po szkole muzycznej... Jak mieliśmy jakieś zespoły, heavy metalowe czy hiphopowe to chcieliśmy powrzeszczeć.

Dawno temu zespół, który został założony przez braci był kojarzony głównie z Alexem i Eddiem Van Hallen. Teraz Tokio Hotel... W Polsce Skaldowie z braćmi Zielińskimi, bracia Cugowscy i Wy... Jak wygląda zespół i jakie są relacje, jak współpracuje ze sobą rodzina?

FISZ: Łatwiej jest się dogadać, nie kłócimy się. Myślimy o muzyce.

Wiem, że czasami trudniej jest dogadać się z bratem niż z kolegą.

FISZ: Nie no... Dogadać pewnie tak, ale my wychowywaliśmy się na tej samej muzyce, słuchalismy dokładnie tych samych rzeczy, więc mamy tą samą wiedzę muzyczną. Tutaj jest łatwiej...

Co sądzicie o muzyce, która teraz króluje w radiu i telewizji?

FISZ: Moim marzeniem jest to, żeby dla każdego zespołu było miejsce. Dzisiaj są możliwości, żeby każdy mógł się zaprezentować, bo jest internet, bezpośrednie dotarcie do słuchaczy i tak dalej... Ale to zależy co kogo wzrusza, trudno o tym rozmawiać o gustach... Bo to co nam może wydawać prymitywne dla kogoś może być strasznie wzruszające... i odwrotnie. Przez internet zespoły sprzedają mniej płyt, ale jeżdżą na koncerty po świecie.

Nie myślicie, że ogólny poziom muzyki spada?

EMADE: Nie wydaje mi się... Są różne okresy w muzyce. Były lata 60-te, 70-te, 90-te, teraz mamy rok 2010, więc jakby koniec dekady i może będzie jakiś zwrot. Nie koniecznie w tym kierunku, który panował przez ostatnie dziesięć lat. Wydaje mi się, że to się cały czas toczy i może... muzyka mainstreamowa stała się troszeczkę bardziej płytka. Kiedyś były ciekawsze rzeczy. Ale jest kupa fajnych rzeczy alternatywnych, rockowych i hiphopowych, które cały czas są interesujące i ciekawe.

MICHAŁ: Mi się wydaje, że w każdym okresie była muzyka lepsza, zła... Wolałbym nie wartościować, bo to jest zrecz gustu, ale jeśli chodzi o jakąś tendencję spadkową to chyba... upatrywałbym tego w mediach. Teraz są tendencje, żeby jak najwięcej sprzedać.

EMADE: Problem jest też taki, że media kształtują typ piosenki, która może byc hitem, która poleci w radiu i zdarza się, że zespoły nagrywają właśnie taką muzykę... która może lecieć w radiu. Sugerują się tym, żeby ich puszczano.

FISZ: Ale to jest też tak, że nie byłoby punk rocka, gdyby nie taka trochę nadymana psychodelia – glam rock i tak dalej. Były lata plastikowe 80-te, to później okazało się, że się wraca do... grania na ulicach tak naprawdę. Wydaje mi się, że ostatnio muzyka jest często przeprodukowana. To jest muzyka, rockowa, hiphopowa, czy inna... to jest muzyka, która powstaje w komputerach tak na prawdę. Brzmi fantastycznie, ale brakuje energii i surowości. Myślę, że to sie znudzi szybko i ludzie będą szukać emocji, a nie tylko nowości...

Jeśli chodzi o koncerty... Jutro gracie w Powiększeniu, tutaj w Warszawie. Jak widzicie swoje pierwsze wyjście w nowym składzie? Co z resztą koncertów?

FISZ: Fajnie, na to się czeka. Nowy projekt jest odskocznią, chwilą, żeby nabrać powietrza. Pierwszy koncert jest tak naprawdę koncertem promocyjnym. Chcielibyśmy przed wakacjami pograć w małych klubach dla ludzi najbardziej zainteresowanych, a taką konkretną trasę zagramy po wakacjach.

Dzięki za rozmowę.


rozmawiał Paweł Kociszewski
http://independent.pl/n/10724?anonymous=true
Rezencja Bartka Kota na Onet.pl
	
Fisz i Emade przechrzcili się na rock'n'rolla. "Taką płytę chcieliśmy nagrać zawsze" – tłumaczą. A my nie mamy nic przeciwko.
Kim Nowak zaskoczy tylko tych, którzy nie śledzą na bieżąco poczynań braci Waglewskich. Taka płyta prędzej czy później musiała wyjść spod ich rąk – wystarczy tylko wspomnieć wspólny projekt z ojcem Wojciechem, Męska Muzyka, czy ostatnią płytę duetu "Heavi Metal", na której Fisz i Emade wracali do swoich gitarowych fascynacji z lat młodości. Teraz wreszcie poszli na całość i nagrali na setkę rockowy album, którym niejako oddają hołd muzyce, za którą zdążyli się już stęsknić i wykonawcom, których słuchali za małolata.

Ta swego rodzaju podróż sentymentalna Waglewskich udzieli się też słuchaczom, wychowanym, czy dorastającym przy płytach Beastie Boys, Sonic Youth albo Fugazi. Album spodoba się też fanom brudnego hard-rocka w stylu The Dead Weather – Kim Nowak ze świetnie wypadającym za gitarą Michałem Sobolewskim obraca się w dokładnie tej samej stylistyce, też hołduje muzyce pozbawionej cyfrowej obróbki, zagranej w studiu "na żywca" i opartej na hałaśliwym, garażowym graniu. Jak sobie w tej estetyce radzi raper Fisz? Bardzo dobrze: "drze jape", skanduje, śpiewa, dzieli się ciekawymi tekstami. Co jednak ciekawe, to nie w mocnych, rock'n'rollowych kawałkach Kim Nowak wypada najbardziej przekonująco. Dużo ciekawiej, niż w takim żywiołowym "Szczurze" dzieje się w bardziej subtelnych, wręcz atmosferycznych kompozycjach "Nóż", "Spacer", czy "Pistolet". W trwających zwykle ponad cztery minuty tego typu kawałkach, najważniejsza jest nie gitarowa energia, a klimat i partie instrumentalne, które potrafią wprowadzić w bluesowo-rockowy trans. W takiej wersji bracia Waglewscy mocniej, niż w jakichkolwiek innych fragmentach płyty udowadniają, że są na polskiej scenie artystami wyjątkowymi. Łomotać w garażu i odgrywać na nowo rockową tradycję może każdy. Stworzyć płytę, która pomimo ewidentnych stylistycznych klisz, brzmi zjawiskowo – to już potrafią nieliczni.

http://muzyka.onet.pl/10174,88102,recenzje.html

Recenzja Zbigniewa Zeglera na CGM.pl 3/5


Nepotyzm w imię wyższych racji

Po syntetycznym, ale dającym nadzieję tytułem, albumie "Heavi Metal", bracia Waglewscy wreszcie grają organicznie. To jeden z niewielu atutów tej płyty, nie podlegający żadnej dyskusji. A bardzo dużo można sobie było obiecywać po rewelacyjnej zajawce, reklamującej album hasłem "Kim jest Kim Nowak?", z wykorzystaniem wstępu ze "Szczura". Doceniam też znajomość klasyki u muzyków grupy, ale powstaje pytanie, po co nagrywać swoją wersję tego, co już jest? Z próżności? Oczywiście, już od wielu lat rock and roll polega na modyfikowaniu, a nie wymyślaniu, ale mam wrażenie, że gdyby "Kim Nowak" nagrali po prostu jacyś trzej młodzi chłopcy, to jej losy byłyby inne. Skoro jednak wydali ją bracia Waglewscy z kolegą…

W ogóle mam problem z tą płytą, bo irytuje mnie wokal, i wtórność większości numerów. O nepotyźmie nie wspominam, bo jest przecież w szeroko rozumianej rozrywce czymś naturalnym. Ale tak, jak przechodzi się do porządku dziennego nad karierami kolejnych "dzieci swoich rodziców", tak i wiedza o przodkach nie powinna przesłaniać ewentualnej wysokiej jakości piosenek zarejestrowanych na "Kim Nowak". Dlatego postaram się wznieść na wyżyny obiektywizmu i opowiem o samej muzyce.

Otwierający longplay "King Kong" to The White Stripes/ Dead Weather w czystej postaci, tylko z polskim tekstem. Momentami utwór przywodzi mi na myśl wczesne Beastie Boys, jeszcze z czasów "Pollywog Stew", oczywiście bez agresji nowojorczyków. Wokal to ewidentne CKOD. No proszę, tyle refleksji po niespełna półtoraminutowym kawałku:) "Szczur" ma genialny riff mocno trącący RATM, Cream i The Yardbirds. To ten numer wykorzystany do reklamówki płyty, ze strzelającymi redneckami. Ma ciekawy, zapętlony basowy naturalny loop, na którym gitara i instrumenty klawiszowe (obsłużone przez Mariusza Obijalskiego, współpracującego już wcześniej z Fiszem i Emade) szaleją w popisach solowych. Jest cool. Choć oczywiście klawisz w końcówce jeszcze bardziej przypomina o rodowodzie takiego grania. Płynne przejście "Szczura" w "Rekina" i zabawy efektem stereo to także patenty z lat 60. i 70. Rwane frazowanie to już ukłon w stronę punka. Po wyjściu z wyciszenia "Rekin" kończy się łagdonie. W kolejnym utworze mamy dalszy marsz w stronę współczesności, w postaci ewidentnych motywów gitarowych, wymyślonych przez Joshuę Homme’a na potrzeby wydawnictw Queens Of The Stone Age. Lubię ich słuchac w każdej formie, szczególnie w parze z przesterowanym basem, ale maniera wokalna Fisza tak drażni, że z dużą ulgą witam "Pistolet" po nagłym zakończeniu poprzedzającego go, queensowgo "Sierpnia". Pięcioipółminutowy "Pistolet" znowu jest zaśpiewany przez lekki przester i wspierany przez Radosława Skubaja, znanego też jako Sqbass. Jego zwiewne wokalizy uwiarygadniają zamysł stworzenia piosenki psychodelicznej. Zakończenie, z puszczonymi samodzielnie bębnami, jest przyjemne, jak większość uroczo nieporadnych puknięć, którymi raczy nas Emade. "Biegnij" wyryczany przez fuzza i zagrany już nie z ukłonem, ale na kolanach przed ołtarzykiem z ikonką Toma Morello, bardzo fajnie groovi w marszowym tempie. W bandyckiej balladzie o wiele mówiącym tytule "Nóż", Fisza wspiera wokalnie (w lewym kanale:) Iza Kowalewska z Muzykoterapii. Więcej takich zaskoczeń z pewnością dobrze zrobiłoby płycie. Ten utwór wydaje się być lepszy od wcześniejszych i następujących po nim. Nadal nie jest brzmieniowo wymuskany, ale i nie usiłuje być na siłę brudny. Elementem "kurzącym" w "Nożu" jest gitarowe solo. Ono sobie może być schowane lekko na drugim planie i rozmazane. "Spacer" i "Grom" to już southernowy klimat (nawet gitara gra slide’em). Do dotychczasowych inspiracji dodać należy więc Allmanów, Lynyrd Skynyrd, czy Outlaws. Minimalistyczne "A A A!" z fajnym klawiszowym finałem, dziarski "Dres" i "schizofreniczne" przez włączanie i wyłączanie przesteru "Urodziny", nie wpływają jakoś specjalnie na finalną ocenę całości. A według mnie, jest ona taka:

Cieszy, że doczekaliśmy projektu, który wreszcie będzie mógł rozgrzewać publiczność przed ewentualnymi koncertami The Dead Weather, Queens of the Stone Age, albo The Raconteurs w Polsce. Szkoda tylko, że na podobne wsparcie mediów i wytwórni, jakie ma trio braci Waglewskich, nie mogą liczyć ekipy, które przez lata wypracowały już na bazie zagranicznych wzorców swój styl, jak chociażby The Black Tapes, czy Phonebox. Tak, czy inaczej "Kim Nowak" liberalnym fanom wymienianych powyżej, zagranicznych twórców, sprawi radość. Purystom, którzy muszą słuchać oryginałów – nie. 

http://media.cgm.pl/recenzje.php?article_ID=8795
Robert Sankowski dla wyborcza.pl

Bracia Waglewscy wciąż patrzą w przeszłość i widzą ciekawe rzeczy. Na ostatniej płycie "Heavi Metal" Fisz i Emade na przemian z nostalgią i ironią spoglądali na swoje nastoletnie czasy. Teraz za wspomnieniami poszły czyny. Złapali za instrumenty, dołączyli do składu gitarzystę Michała Sobolewskiego i sięgnęli do swoich heavymetalowych i punkowych korzeni. "Kim Nowak" to kolekcja imponujących hardrockowych riffów, punkowych rytmów, psychodelicznych odjazdów i blues-rockowych klimatów. Grupa (tak, to z całą pewnością nie gwiazdorski projekt, lecz pełnoprawny zespół, w którym zdradzający mocno hendriksowskie ciągotki Sobolewski ma sporo do powiedzenia) brzmi jak paczka zamkniętych w garażu rozentuzjazmowanych dzieciaków. Nie zatraca się jednak w tej gitarowej zabawie do końca. W tych piosenkach czuć lekki, tak charakterystyczny dla projektów Waglewskich dystans. Może i nie jest to płyta wielka, ale na pewno pod każdym względem niezwykła.

źródło: http://wyborcza.pl/1,99225,7873043,_Kim_Nowak_.html
 Anna Szymla, megafon.pl
 
 Kim Novak zawsze kojarzyła mi się bardzo dobrze, z "Zawrotem głowy", czyli ulubionym filmem Hitchcocka. Kim Nowak kojarzyć będzie mi się równie dobrze, z jedną z najlepszych rockowych płyt 2010 roku.


Wiem, jeszcze nawet nie półmetek, ale nie mam najmniejszych wątpliwości, iż za pół roku debiut tria nadal będę uważać za wspaniały. Wszyscy już wiedzą, kim jest Kim Nowak, z kronikarskiego obowiązku jednak nadmienię, że w skład zespołu wchodzą Bartek i Piotr Waglewscy oraz Michał Sobolewski. Fisz i Emade tym razem porzucili hiphopową stylistykę na rzecz najprawdziwszego, brudnego rocka. Nie jest to jakaś podyktowana marketingowymi pobudkami wolta. Bracia nigdy nie kryli swego zamiłowania do ostrzejszych dźwięków i poniekąd przygotowali fanów na "Kim Nowak", wydając (jeszcze pod szyldem Fisz Emade) "Heavi Metal". Tam ciężko było jednak przede wszystkim w tytułach, tutaj po prostu jest ciężko. Jak się bowiem okazuje, nie tylko niżej podpisana stęskniła się za garażowym hałasem.

Nie ujmując niczego utalentowanemu rodzeństwu, na tej płycie rządzą głównie gitary i Michał. Riff ze "Szczura" i rozpędzony motyw z "Rekina" to miazga. Najprawdziwsze klejnoty, których pozazdrościć może mu niejeden Jack White czy Josh Homme. Te dwa nazwiska nie padły zresztą przypadkowo. Kim Nowak ma w sobie coś z oldschoolowego brzmienia, którym charakteryzują się projekty muzyka z Detroit czy Queens of the Stone Age i Them Crooked Voltures. Proszę nie myśleć jednak, że to jakaś kalka. Waglewscy z Sobolewskim po prostu też postawili na prostotę, również grają surowo i bezpretensjonalnie, i co najważniejsze robią to wyśmienicie. Większość materiału jest energiczna, nasycona gitarowym jazgotem i fantastycznymi przesterami à la Sonic Youth, a do tego wykonana z żarem i pasją nieopierzonego rockandrollowca.

Chociaż pod względem brzmienia album jest bardzo spójny, z wyrazistą "myślą przewodnią", poszczególne numery są bardzo zróżnicowane. Co prawda króluje zgiełk, acz znalazło się również miejsce na akustyczną gitarę. Czasem bywa szybko ostro i do przodu, kiedy indziej melodia snuje się sennie, seksownie kołysze. Wśród inspiracji naszych rodaków można znaleźć muzykę z lat 60. i 70., z mocnym akcentem na Led Zeppelin i Black Sabbath. Niemniej, nie brakuje bluesowych odcieni ("Biegnij"), punkowej zadziorności ("AAA!"), a dla kontrastu niepokojącej, pustynnej psychodelii ("Pistolet") czy klimatu rodem z filmów Rodrigueza ("Nóż").

"Kim Nowak" to radość grania i zamiłowanie do rocka. Żywioł i talent w idealnej symbiozie.

http://muzyka.wp.pl/rvid,570103,title,Z-milosci-do-rocka,recenzja.html
Kim Nowak utwór po utworze

Niedziela, 09 maja 2010
Autor: moniska

14 maja ukaże się debiutancki, imienny longplay Kim Nowak. Dzieło będzie dużym zaskoczeniem dla dotychczasowych fanów Fisza i Emade.

Formację tworzą wokalista i basista Bartosz Waglewski (Fisz), gitarzysta Michał Sobolewski oraz grający na perkusji Piotr Waglewski (Emade). Wagle tym razem proponują osadzoną na psychodeliczno-bluesowej podwalinie gitarowa ucztę. Kilka wspaniałych riffów, ciekawe pomysły aranżacyjne i dużo głośnego grania. Tak najkrócej można opisać dzieło tria.

A oto pierwsze wrażenia, utwór po utworze:

"King King" - prawdziwa petarda na dzień dobry. Ostro, szybko, do przodu; prosto i bardzo surowo.
 

"Szczur" - tu wita nas genialny riff i pięknie rzężące gitary. Mamy też bluesową pulsację i sabbathowski ciężar. Numer ma niesamowitą siłę rażenia i idealnie oddaje charakter całego dzieła.
 

"Rekin" - znów wyrazista, lekko nerwowa gitara, o brudnym, garażowym zabarwieniu, czasem zgrzytająca w stylu Queens of The Stone Age. Całość ciężka i jak w przypadku większości kompozycji na płycie, zróżnicowana.
 

"Sierpień" - nieco zwalniamy, wciąż jednak czekają nas gitarowe hałasy, chwilami ocierające się o zgiełk
 

"Pistolet" - zachwyca pustynno-psychodeliczny klimat, stopniowo zagęszczająca się atmosfera i piękne, metaliczne brzmienie oraz kapitalne bębny na finał
 

"Biegnij" - seksownie rozkołysane wprowadzenie przechodzi w intrygującą mieszankę rozbujanego bluesa i ostrego, zadziornego rocka
 

"Nóż" - robi się nieco spokojnej; kowbojski, nocny nastrój przywołuje skojarzenia z filmami Rodrigueza. Uwagę przykuwa ładnie wyeksponowana gitara.
 

"Spacer" - tym razem można poczuć się jak przy indiańskim ognisku - króluje ciepłe brzmienie, akustyczna gitara i plemienne rytmy
 

"Grom" - wraca mocna perkusja, jazgotliwa gitara, zniekształcony wokal, tempo jednak bluesowo umiarkowane
 

"AAA!" - energiczny, punkowy kawałek. Brudny i bezpośredni, jak większość w tym rytmie, przypominający nieco "Lust for Life" Iggy'ego Popa
 

"Dres" - podobnie jak w przypadku otwierającego "King Kong" jest ostro, z werwą i do przodu, ale nie tak wściekle
 

"Urodziny" - na koniec czkają nas grząskie gitary i silna perkusja rozkręcające się w miły dźwiękowy harmider

Kim Nowak 19 maja wystąpi w warszawskim Powiększeniu, a dzień później w krakowskim klubie Łódź Kaliska.

http://www.muzoteka.pl/2010/05/09/kim-nowak-utwor-po-utworze.html
 Nagraliście płytę inną niż wszystko, co do tej pory zrobiliście – nie hiphopową, ani nawet nie po prostu gitarową – jak to, co ostatnio powstawało pod szyldem Tworzywo Sztuczne. „Kim Nowak” to rzecz mocno punkowa. Skąd pomysł na taką muzykę?

Emade: To było nasze marzenie od dawna: nagrać album punkowy. „Kim Nowak” to powrót do lat młodości. Bo my się wychowaliśmy na takiej muzyce. Najpierw była fascynacja heavy metalem, potem przechodziliśmy etap hardcore’u – głównie były to płyty artystów związanych z amerykańską sceną z lat 80., jak np. słynne Bad Brains czy Untouchables. Były to naprawdę mocne rzeczy i nigdy taka muzyka nie była nam obca, nawet w czasie, gdy byliśmy bardzo zaangażowani w polski hip-hop. Wciąż gdzieś te dźwięki tkwiły nam z tyłu głowy. A poza tym, jak dla mnie, hardcore punk jest bliski hip-hopowi. I tu, i tam chodzi o przekaz: mocny, brudny, a przez to zupełnie naturalny. W obu tych stylistykach nie ma mowy o jakichś uśmieszkach do publiczności, o ekstremalnych zabiegach, jakim poddawana jest muzyka w studiu, czy o podlizywaniu się słuchaczowi. Moim zdaniem bardzo wiele łączy hip-hop z garażowym graniem, które teraz uprawiamy, przynajmniej ja tak to czuję.

Fisz: Zawsze gdy występowaliśmy jako Fisz Emade Tworzywo, muzycznie mieszaliśmy różne dźwięki. Obecność ludzi na koncertach wyzwala pewien rodzaj emocji, energii. Teraz jest podobnie, „Kim Nowak” to po prostu kolejny bardzo naturalny zwrot wynikający z naszych zainteresowań.

Podkreślacie, że ten album różni się od innych garażową produkcją. Celowo pozostawiliście wszystkie brudy powstałe podczas nagrywania. Ale „Kim Nowak” to przede wszystkim zupełnie inna ekspresja, spod znaku „wściekłość i wrzask”: jest łomot perkusji, są jęczące gitary, Fisz nie oszczędza gardła…

Fisz: Tak, bo to ekspresja-agresja. Mówisz: łomot perkusji, wrzask. Coś w tym jest ze sprzeciwu, ale czysto estetycznego. Sprzeciwiamy się temu, co się nam serwuje w mediach, w telewizji. Myślę, że ta mocna, przesterowana muzyka jest odpowiedzią na ugrzecznione, pozostawiające obojętnym dźwięki, które brzęczą wszędzie wokół i rządzą w oficjalnym nurcie.

Buntujecie się?

Fisz: Jeśli trzeba to nazwać buntem – to tak, buntujemy się. Ale tak naprawdę, to miło jest sobie pocharkotać.

Wasza poprzednia płyta, „Heavi metal” (2008) też jest oglądaniem się wstecz. Tam wzdychacie do pierwotnego hip-hopu. Teraz wyrażacie tęsknotę za nieokrzesanym hardcore’em i punkiem z lat 80. „Heavi metal” zresztą też pod względem produkcyjnym przypomina albumy nagrywane 20 kilka lat temu. Starzejecie się, że tak zaczynacie oglądać się wstecz?

Emade: Czy się starzejemy, to pytanie chyba raczej do Bartka. Ja mam dopiero 28 lat (śmiech). Ale pominąwszy fakt, że nie jesteśmy szczególnie sentymentalni, to rzeczywiście obydwie płyty wynikły z naszych tęsknot za czasami, które były dawno temu i za muzyką, która nas ukształtowała. Dziś słuchamy oczywiście bardzo różnej muzyki, ale przede wszystkim cenimy właśnie płyty zespołów, do których brzmienia odwołujemy się na „Kim Nowak”.

Fisz: Myślę, że nie bez znaczenia jest fakt, że muzycznie jesteśmy pokoleniem lat 90. wyrosłym na MTV, w którym jeszcze wtedy można było oglądać takie programy jak „Yo MTV raps”, ale też „120 minut” czy zobaczyć teledyski Sonic Youth i takich grup jak Primus. Dziś tego nie ma, więc w tej próżni w naturalny sposób powstaje muzyka inspirowana tego typu zespołami.

Na świecie od kilku lat obserwuje się wielki powrót do punkowo-garażowego grania. Sukces ostatnich płyt Them Crooked Vultures czy Queens Of The Stone Age wskazuje, że nie jest to przemijający trend. Tymczasem w Polsce dopiero widać nieśmiałe próby odwrotu w stronę pierwotnego punk rocka czy zimnej fali.Wtym roku tak zrealizowane zostały płyty Lao Che i No No No. Sądzicie, że takie surowe granie się u nas przyjmie?

Fisz: Czy się przyjmie – nie wiem. Ale dobrze by było, bo w Polsce na razie w głównym nurcie obserwuję dwie szkoły. Jedna z nich bazuje na metodzie skrajnego wygładzania i wypieszczania i płyt, i nagrywających je artystów. Dodaje się chórki, podrasowuje brzmienie, tuninguje głosy wokalistek – wszystko brzmi bardzo przyjemnie, pięknie i sterylnie. Z drugiej strony obowiązuje wciąż chyba moda na lata 80., na muzykę taką dość plastikową, egzaltowaną i zmanierowaną.

Mówisz o muzyce dyskotekowej?

Fisz: Tak, ale takiej, która przenika do muzyki rockowej czy popowej. Z tego, co pamiętam, jedynym zespołem, który w Polsce konsekwentnie charkotał, była Ścianka. Mam optymistyczne podejście: jak piosenki zaczynają bardziej przypominać takie „dzyń dzyń” – dzwonki do komórek – to w ludziach zaczyna się gotować i sami zaczynają chodzić na koncerty, wymieniają się płytami.

Myślisz, że mają dość papki?

Fisz: Po prostu widzę, że ludzie, którzy licznie przychodzą na koncerty, są spragnieni innych brzmień niż te, które im się wciska w mediach jako przerywniki między reklamami. Jeśli mówimy o naszych inspiracjach, to przypomnę, jak podczas festiwali objazdowych Lollapalooza, których pomysłodawcą jest Perry Farrel, grał np. raper Ice Cube, przed nim metalowe Ministry, i to się świetnie łączyło. W muzyce amerykańskiej takie zespoły jak The Black Keys czy The White Stripes są bardzo cenione, a ich płyt wyczekuje się z niecierpliwością.

Prawdziwy rock and roll nie jest u nas w modzie?

Fisz: Nie wiem, ale sam rock and roll to muzyka stara jak świat. My też powtarzamy te riffy, które były np. na płytach bluesmana Bo Diddleya, pojawiały się już pod koniec lat 50. i 60. Nie staramy się w przypadku tego projektu eksperymentować, odkrywać. Chcemy grać prosto, ale nie prostacko. Takie granie z wykopem, z czadem to kolejna rzecz, która moim zdaniem łączy muzycznie ze sobą lata 90. i 60. 



„Kim Nowak” przynosi dojrzalsze teksty pełne refleksji na temat przemijania, miłości… Hip-hop operuje skrótową metaforą, teksty mają inny rytm. Pisanie „Pistoletu” czy „Noża” było chyba dla ciebie wyzwaniem?

Fisz: To była wielka frajda. Pisanie piosenek na „Kim Nowak” to zupełnie coś innego niż rymowanie w hip-hopie, w którym więcej jest zabawy słowem, rytmem, szukanie brzmienia fonetycznego, poza tym teksty są dosadniejsze, a przede wszystkim dłuższe. Na nową płytę trzeba było napisać po prostu piosenki – czyli teksty, w których jest mniej rozgadania. „Kim Nowak” powstawała tak, że spotykaliśmy się na próbach i łoiliśmy w gitary, potem dopiero było myślenie o słowie. Te teksty są naturalną konsekwencją muzyki, więc siłą rzeczy jest w nich także coś gniewnego i ostrego, a z drugiej strony – piszę też sporo o samych emocjach, sporo jest tu takich dziecinnych marzeń o pożeraniu autobusów i bloków.

Nie chcieliście nigdy nagrać płyty zaangażowanej historycznie albo politycznie, tak jak L.U.C. lub Lao Che?

Cztery lata temu powstał album „Piątek 13”, który był komentarzem do bieżącej rzeczywistości. Żartobliwie komentował narodowe przyzwyczajenia i hasła polityczne, całą tę sieczkę medialną, którą jesteśmy atakowani każdego dnia. Ale nigdy nie zrobiłbym płyty patriotycznej albo zaangażowanej w politykę historyczną. Każde takie przedsięwzięcie zmienia się w publicystykę, a tej unikam jak ognia. Stąd na „Kim Nowak” nie ma prostego opowiadania o samym buncie, co w historii polskiej muzyki punkowej miało miejsce.

Emade, czym się różni produkowanie płyty hiphopowej od punkowej, garażowej?

Emade: Na płytach Fisza układam bity, czyli muzykę w całości, używając samplerów. Przetwarzam muzykę dzięki użyciu różnorodnych efektów, studyjnych zabawek do obróbki dźwięku i tym podobnych technologicznych nowinek. Sampluję dźwięki, układając z nich melodie. Jest to typowo domowo-studyjna robota, tworzenie czegoś z niczego. Płyty Fisza również miksuję i realizuję, więc jestem odpowiedzialny za produkt finalny. W przypadku „Kim Nowak” moja rola jako producenta polegała na tym, żeby przed nagraniem mieć ogólną wizję. Dzięki temu w momencie, gdy weszliśmy do studia, wiedzieliśmy dokładnie, co ma się zdarzyć. Zarzuciłem pomysł, chłopaki to zaakceptowali, potem nagrywaliśmy od razu – efektem jest surowe, garażowe brzmienie, bez ingerencji komputera. Zrobiłem też miks tej płyty. Jest to zupełnie inna praca niż do tej pory, bo jednak czuć w tym rękę człowieka. Słychać wszystkie obsuwy, nietrafione dźwięki… Staraliśmy się, żeby wszystko było tak, jakbyśmy siedli w jednym pokoju i nagrali od razu album bez poprawek. Z natłoku dźwięków i całego tego hałasu trzeba było po prostu zrobić piosenki. Może się wydawać, że to proste. Ale od strony realizatorskiej była to jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie robiłem.

Jak ludzie reagują na piosenki z „Kim Nowak” na koncertach?

Emade: Zdziwiło nas, że rozgłośnie puszczają dwa single, „Pistolet” i „Szczur”. To naprawdę nie jest muzyka radiowa, a tymczasem nowe kawałki lecą często. To dopiero zaskoczenie. Cieszymy się, bo nie było łatwo się wybić z tym materiałem.

Fisz: Gdy jeszcze nie było wiadomo, czy ta płyta się ukaże i kiedy wplataliśmy na koncertach trzy nowe utwory. Po „Heavi Metalu” w ogóle staraliśmy się grać mocniej, także na żywo. Myślę, że większość ludzi zaakceptowało nowe brzmienie. Zresztą – my w ogóle mamy publiczność bardzo różnorodną i otwartą na muzykę.

Czy waszym zdaniem złoty okres polskiego hip-hopu, z płytami Molesty, Kalibra 44 i DJ Volta, raczej nie wróci, czy wraz z albumem posthiphopowego duetu Niwea ma szansę rozkwitnąć?

Fisz: Początki polskiego hip-hopu wiążą się z fascynacją słowem, z granicami języka i tym, co z tym językiem można zrobić, również na żywo. To także badanie możliwości producenckich i zwyczajnie uczenie się ich. Pierwsze polskie płyty hiphopowe naturalnie uruchomiły też całą modę, co przyczyniło się do boomu na muzykę hiphopową i na ten styl życia. Dziś się okazuje, że już nie ma tego boomu: polscy raperzy nie mają za wiele do powiedzenia, a młodzież słucha wszystkiego, wybierając interesujące dla siebie rzeczy spośród wielu różnych wykonawców. Polski hip--hop spowszedniał, ale też spokorniał, a jego bunt wydaje się dziś mocno podejrzany. Dla nas nieważne są gatunki muzyczne, ale sami artyści i ich muzyka.

Nowi nie nadchodzą? A może sytuacja w polskim hip-hopie jest odzwierciedleniem ogólnego kryzysu w branży, w której szuka się godnych następców wielkich raperów, takich jak LL Cool J czy Jay-Z?

Fisz: Możliwe, ale patrząc na Amerykę, która oczywiście jest kolebką hip-hopu, zapominamy o Europie, gdzie rap rozkwita, gdzie powstaje różnorodna muzyka, a artyści poukładali sobie to wszystko w zupełnie inny sposób, i to się sprawdza. Może w Polsce też niedługo odczujemy na własnej skórze taki renesans rymów i rytmów?

Sporo gracie na festiwalach. Heineken, Coke Live – prawie co roku dajecie na nich koncerty. Rozmawiacie z ludźmi, którzy tam przyjeżdżają. Profil publiczności chyba pokazuje, że polska kultura muzyczna nie jest wcale tak uboga, jak się jeszcze niedawno sądziło...

Emade: Obserwujemy to przez pryzmat naszych koncertów. Przekrój socjologiczny Heinekena nas nie dziwi, bo dokładnie tak samo od lat kształtuje się profil naszej publiczności. Inna sprawa, że ludzie coraz częściej nie chcą słuchać tego, co serwuje im się w mediach. Festiwale takie jak OFF czy Tauron Nowa Muzyka są tylko odbiciem tej tendencji. Radia często wybierają muzykę, która jest najprostsza w odbiorze, żeby się nie narażać na takie ryzyko, że słuchacz zmieni stację, bo piosenka będzie go drażnić. Tymczasem ludzie mają potrzebę wyłapywania rzeczy, które u nas nie są popularne. Np. na Heinekenie można się przekonać, jak dalece zmienił się nasz krajobraz muzyczny. Dla niektórych te tłumy i muzyka mogą być szokiem.

Czy masowe kupowanie plików muzycznych w internecie to niedaleka przyszłość?

Fisz: W świecie tak, chociaż ja sam należę do tradycjonalistów: muszę mieć w ręku płytę od A do Z, żeby ją poczuć. Chcę wiedzieć, jak wygląda okładka i sam przywiązuję wagę do jej wyglądu, do tekstów i kolejności utworów. Dlatego kupowanie jedynie pojedynczych utworów w formacie mp3 nie ma dla mnie sensu – płyty za to tak. Żałuję, że w Polsce nie ma powszechnego dostępu do płyt sprzedawanych w internecie. Jestem entuzjastą portali sprzedających muzykę, sam zapisałem się w jednym z nich i mam konkretny abonament.

Jest drogo?

Fisz: Nie, raczej taniej niż w sklepie. No i jest lepszy dostęp. Pamiętam, jak nie mogłem zdobyć płyty w żadnym sklepie w Polsce, a w internecie bez problemu. Z drugiej strony obserwujemy renesans płyt winylowych, czego się nie spodziewałem – np. album The Black Keys można było premierowo kupić tylko na winylu. Dobrze byłoby uporządkować ten chaos z dostępnością muzyki w polskim internecie i dać ludziom możliwość większego wyboru.

Wydajecie płytę w wielkiej wytwórni płytowej, dlaczego nie w Asfalt Records, z którą jesteście związani?

Emade: Nadal jesteśmy w Asfalt Records. Ale pomyśleliśmy, że w przypadku „Kim Nowak”, która odstaje profilem od tego, co nagrywaliśmy dla Asfaltu, warto by spróbować uderzyć do większej wytwórni. Pierwszy raz wysłaliśmy nagranie do majorsa. Zrobiliśmy to spontanicznie, nie licząc na odzew, tym bardziej że to muzyka niemająca nic wspólnego z popularną. Udało się za pierwszym podejściem. Z miejsca podpisaliśmy kontrakt.

Fisz: Duża wytwórnia inaczej rozmawia chyba z muzykami, którzy zjawiają się z gotowym materiałem, a tak było w naszym przypadku. Nie przysłaliśmy dema ani epki, tylko cały album, który został tam dobrze przyjęty. Obawialiśmy się trudnych rozmów i prób namówienia kogoś na wydanie ambitnej płyty bez szansy powodzenia na rynku, co ma więcej wspólnego ze sprzedażą odkurzaczy niż muzyki. Stało się inaczej. To chyba tak jak ze wszystkim: albo coś się podoba i ktoś chce zaryzykować, albo nic z tego nie wychodzi. Nie byliśmy gotowi na żadne kompromisy. Udało się.

Rozmawiała Anna Gromnicka 
http://www.dziennik.pl/kultura/muzyka/article606760/Fisz_i_Emade_Celowo_nagralismy_brudna_plyte.html?page=1
Debiut Kim Nowak w Krakowie
Fani braci Waglewskich - Fisza i Emade - oraz ich najnowszego, rockowego projektu Kim Nowak zgromadzili się na jednym z pierwszych koncertów grupy 20 maja, w krakowskim klubie Łódź Kaliska.

Choć był to dopiero drugi koncert nowego zespołu Fisza, Emade i Michała Sobolewskiego, zespół zabrzmiał na żywo rewelacyjnie - znakomite, gitarowe utwory, inspirowane twórczością Hendrixa, Black Sabbath, Fugazi czy Beastie Boys, w wersji koncertowej robiły jeszcze większe wrażenie. Uwaga większości widowni skupiona była oczywiście na Emade i Fiszu - liderach tego zespołu. Ten pierwszy w pewnym momencie poprosił o wodę, bo nie dość, że atmosfera w klubie była bardzo gorąca, to jeszcze kompletnie się nie oszczędzał za bębnami. Fisz prowadził całe przedstawienie - między kolejnymi utworami rzucał krótkie teksty w stronę publiczności, na koniec wytłumaczył wszystkim rapując, dlaczego Kim Nowak "jest numer jeden". Prawdziwym gwiazdorem koncertu był jednak Michał Sobolewski, odpowiedzialny za riffy i hendriksowskie solówki. To w dużej mierze dzięki niemu, muzyka Kim Nowak brzmi tak niepowtarzalnie.

"Stary, petarda" - powiedział do mnie, już po występie, jeden ze znajomych. Rzeczywiście, grupa Kim Nowak zapowiada się jako niesamowity zespół koncertowy. Trzech muzyków, a energia tak ogromna, jakby w struny i bębny uderzała kilkuosobowa kapela. Wypatrujcie ich w swoim mieście - naprawdę warto.

http://muzyka.onet.pl/10174,-156696,0,1,0,galerie.html
Zapis czata z muzykami zespołu Kim Nowak

Grupa Kim Nowak gra muzykę rockową - inspirowaną m.in. twórczością Beastie Boys, Fugazi, Black Sabbath oraz Jimiego Hendrixa.

Braciom Waglewskich w zespole pomaga Michał Sobolewski - gitarzysta Tworzywa Sztucznego.

W piątek, 21 maja, zespół odwiedził portal Onet.pl i wziął udział w czacie. Oto zapis tej dyskusji.

Redakcja_Muzyki: Kim Nowak już jest z nami.

~levy23: Więc witam Kim Nowak i jak na początek pytanie, czy to, że pojawił się projekt Kim Nowak oznacza koniec "starego" Fisza, czy to tylko jeden z kolejnych projektów?

Kim Nowak: Jest to po prostu zespół, założyliśmy nowy zespół, który mamy nadzieje będzie zespołem przede wszystkim koncertowym, ale jako Fisz i Emade wydamy kolejne płyty.

~zebra: Skąd pomysł na takie brzmienia!? Zaskoczona jestem - pozytywnie ;)

Kim Nowak: Już od dawna myśleliśmy o takiej płycie, czysto rockowej i brudnej, bo dla nas muzyka rockowa to jednak brudna energia. Żeby uzyskać taką energię czysto koncertową na płycie, postanowiliśmy nagrać taką płytę na tzw. "setkę", bez komputerów, bez edycji itd. Tak naprawdę na samej płycie spełniamy swoje marzenia, wracamy do tego, czego nasłuchaliśmy się w latach 90.

~levy23: Zdaję sobie sprawę, że duży wpływ na ten rockowy projekt miał wasz ojciec. Czy to prawda, że dzięki niemu "marzyliście" o takim projekcie?

Kim Nowak: Największy wpływ na brzmienie naszego zespołu miał ojciec Michała Sobolewskiego, który jest kolekcjonerem płyt z lat 60.

Michał Sobolewski: Ma około chyba 11 tys. płyt. Ale liczby tu nie są najważniejsze.

Kim Nowak, Fisz i Emade: Jeśli chodzi o naszego ojca, to nie do końca. Początkowo buntowaliśmy się przeciwko temu czego nasłuchaliśmy się w domu, dlatego sięgaliśmy po samplery, komputery. Gitary odrzuciliśmy. A dzisiaj tak naprawdę interesuje nas energia czysto wręcz punkowa, która charakteryzowała jednak lata 90., w których dojrzewaliśmy.

~edamski: A właśnie, przedstawcie proszę Michała Sobolewskiego, jak nawiązała się wasza współpraca?

Kim Nowak: Poznaliśmy się dwa lata temu przy okazji tworzenia nowego składu Tworzywa, zaczęliśmy grać ze sobą próby, rozmawiać o muzyce i okazało się, że możemy razem grać rock'n'rolla, chcemy, sprawdziliśmy, zrobiliśmy próbę w trio i okazało się, że jest fajnie.

~wolfisko: Jak Piotrek czuł się produkując i rejestrując czysto rockowy projekt, wszak przyzwyczajony jest do syntetycznych bitów i jak sam w wywiadzie powiedział "chirurgicznej" produkcji?

Kim Nowak, Emade: Faktycznie było to dla mnie nowe doświadczenie, miałem już styczność z robieniem bitów z użyciem instrumentów, ale tutaj wszystko było robione bez sampli. Płyta została nagrana w jednym pomieszczeniu wszyscy naraz, przez co uzyskaliśmy brudne brzmienie. Szukałem do tego miejsca, by uzyskać fajny pogłos z sali, no i potem wielką przyjemnością było miksowanie tego, trochę na zasadzie eksperymentowania.

~wolfisko: Czy były w związku z tym jakieś problemy natury technicznej? Coś z czym nie mogliście sobie do końca poradzić ?

Kim Nowak: Były drobne problemy techniczne pierwszego dnia nagrań związane z ustawieniem dosyć selektywnego brzmienia. Ale znaleźliśmy złoty środek i potem już poszło z łatwością. Nabraliśmy dużo starego sprzętu, wstęgowych mikrofonów, dlatego ustawianie tego wszystkiego tez trwało dłużej.

~zebra: Czy nie boicie się, że realizując przeróżne stylistycznie projekty stracicie swoich "stałych" fanów?

Michał Sobolewski: Ja się nie boję.

Kim Nowak: Wydaje nam się, że tak naprawdę nie chcemy się sami zanudzić, bo w momencie kiedy się sami zanudzimy, to zanudzimy też słuchaczy, a tak naprawdę skupiamy się dzisiaj na dwóch projektach: Tworzywo i Kim Nowak. W tych dwóch projektach czujemy się spełnieni. A nagrywając płyty nie myślimy o tym, jak to zostanie przyjęte, bo byłoby to nieuczciwe dla nas.

~levy23: Interesuje mnie też, czy powróci kiedyś projekt Bassisters Orchestra? Czy też jazzowe brzmienia to już zapomniany epizod.

Kim Nowak, Fisz i Emade: Ten projekt nie powróci już na pewno. Każdy jest zajęty swoimi sprawami, każdy pochodził z zupełnie innego zaplecza muzycznego. Było to fajne, ale nie udało się do końca poprowadzić tego projektu.

~levy23: Pytanie do Bartka - jak Ci się pisało teksty do takiej muzyki?

Kim Nowak, Fisz: Dobrze mi się pisało teksty, lubię takie konserwatywne pisanie, czyli zwrotka-refren, wtedy tekst ma charakter wierszyka. Są to na pewno teksty mniej przegadane, i tak naprawdę zupełnie inne niż te, które pojawiają się na płytach w duecie.

~TPT: Hej. Czy ucieszyła Was wizyta The Dead Weather w Polsce? Mam wrażenie, że projekty Jacka White'a inspirują Was bardzo?

Kim Nowak: Z tym The Dead Weather jest trochę dziwna sytuacja, nagrywając płytę nie wiedzieliśmy, że jest taki projekt. Natomiast White Stripes słuchaliśmy jakieś pięć lat temu dużo. Muzyka rock'n'rollowa oparta na riffach jest muzyką starą .

~TPT: Czym Kim Nowak jest jednorazowym projektem? Czy w przyszłości można spodziewać się kolejnych produkcji?

Kim Nowak: Myślimy o Kim Nowak jak o nowym zespole i na pewno wrócimy kiedyś do nagrywania.

~levy23: Kiedy i gdzie będzie można was usłyszeć? Bo jak na razie nic nie słychać o koncertach.

Kim Nowak: Na razie gramy takie bardzo malutkie koncerty - dokładnie trzy. Zagramy jeszcze Pod Minogą w Poznaniu i pojawimy się na niektórych ważniejszych festiwalach. Na pewno potwierdzony jest OFF Festiwal. Nie możemy się tak naprawdę doczekać sezonu grania w klubach, czyli po wakacjach.

~kb88: hmm Jak wrażenia po wczorajszym koncercie?

Kim Nowak: Fajnie, bardzo dobrze się nam grało, chociaż umieraliśmy z duchoty, ale to jest jakby specyfika grania w małych miejscach, do której lubimy wracać i za którą tęsknimy.

~wolfisko: Wracając jeszcze do Piotrka i realizacji albumu, masz jakiś rockowych producentów którymi się inspirujesz ?

Kim Nowak, Emade: Ogólnie inspirują mnie różne rockowe płyty, przy tym projekcie bardzo podobało mi się się brzmienie Primus, płyta "Brown Album", która tez jest nagrana w otwartych pomieszczeniach, ostatnie płyta Toma Waitsa, "One Day as a Lion".

~levy23: Czy będzie jakiś klip? Jak tak, to wiadomo już, do którego numeru ?

Kim Nowak: Będzie kontynuacja tego, co zapoczątkował trailer, będzie to utwór "Szczur" i klip będzie lada dzień.

~levy23: Jaki muzyk lub muzycy robią na was ostatnio wrażenie, inspirują was?

Kim Nowak: Wszystkich tych artystów, których słuchanie sprawia wrażenie, prezentuję w mojej audycji trójkowej i przekrój jest naprawdę ogromny, od muzyki folkowej po nową falę hip-hop, a nawet muzyka klasyczna.

~wolfisko: Michał pytanie do Ciebie: który z gitarzystów miał, czy też ma na Ciebie największy gitarowy wpływ? Kogo starasz się "naśladować" (w dużym cudzysłowie ;) )

Kim Nowak: Michał: mnie inspiruje ogólnie gitarowe grania, Dan Auerbach z duetu The Black Keys, podoba mi się jego trochę niechlujne jednocześnie bardzo emocjonalne granie, poza tym jestem posłuchany dość dobrze jeśli chodzi o klasykę gitary elektrycznej, więc tacy artyści jak Jimmy Hendrix, Jimmy Page, Tommy Iommi, mają wpływ na moje brzmienia.

~Wielka_Mokra_Stopa: Fiszu i Emade,, jaka była reakcja waszego taty kiedy dostał ciepłą płytę do posłuchania?

Kim Nowak: Tak naprawdę nie wiemy, bo dostał ją całkiem niedawno, a jesteśmy cały czas w trasach, więc nie mieliśmy czasu porozmawiać. Widzimy się za dwa dni, więc na pewno usłyszymy jego opinie. Na pewno dla niego jest to rockowe brzmienie, którego dawno nie słyszał.

~levy23: Płyta pojawi się może na winylu ? mam wszystkie albumy na CD i interesuje mnie czy można gdzieś nabyć wasz winyl?

Kim Nowak: Wydawaliśmy duety Fisza w jakichś niewielkich nakładach, dzisiaj rzeczywiście wraca płyta winylowa, bardzo by było przyjemnie mieć album Kim Nowak wydany na winylu, może się uda.

~TPT: Nie chcieliście wydać płyty w Asfalcie, czy nie było takiej możliwości?

Kim Nowak: Z Asfaltem współpracujemy cały czas, Asfalt Records zajmuje się nami od strony koncertowej, wiedząc że nie do końca pasuje to do wytwórni Tytusa, próbowaliśmy zainteresować kogoś innego co się udało. Co nas zaskoczyło, bo nie jest to płyta, która ma szanse zostać jakimś większym przebojem.

~wolfisko: Czyli generalnie klasycy, a sięgasz czasem po eksperymentowanie z brzmieniem? Kłania się np. The Edge, czy Johnny Greenwood, masz czasem zacięcie w tę stronę? Wziąć gitarę i pobawić się w architekta dźwięku?

Kim Nowak, Michał Sobolewski: Przy nagraniu pierwszej płyty szukałem klasycznego fuzza, ale myślę o tym, żeby jeszcze trochę poeksperymentować z brzmieniem, używać efektu fuzz z trochę rozładowaną baterią, gdy dostaje mniej energii niż potrzebuję, to staje się on jeszcze brudniejszy i brzmienie staje się jeszcze bardziej zniszczone.

~levy23: Ciekawi mnie jak Ty Bartek siebie "segregujesz", widzisz się jako raper czy bardziej jako osoba śpiewająca?

Kim Nowak, Fisz: Nie widzę siebie ani jako raper, ani jako osoba śpiewająca. Nie uważam się za wokalistę, natomiast co mnie interesuje i zawsze interesowało w muzyce, to emocje i wymiana energii. I muzyka autorska, czyli napisana w całości od początku do końca i to przez osobę, która ma coś do powiedzenia. Dlatego gatunki nie do końca mnie interesują, a interesuje mnie sam wykonawca - czy jest autentyczny, czy wie co opowiada i czy wie po co jest na scenie.

~bbreeze: Witam! Po pierwsze gratuluje genialnej płyty. Dawno nie słyszałem w polskim rocku takiego brzmienia. Pistolet powala na kolana, generalnie jak i cały album. Nie myśleliście może o koncertach za granicą oraz czy jest prawdopodobieństwo, że usłyszymy was na Open'erze?

Kim Nowak: Za wcześnie, żeby mówić o festiwalu Open'er, natomiast my lubimy koncertować, chcemy koncertować jak najwięcej i w miejscach, gdzie ludzie przychodzą słuchać nas, dlatego na pewno nie pojawimy się na jakichś piknikach czy imprezach salonowych, ale czekamy z niecierpliwością na kluby. Czy to będzie klub w Radomiu czy w Paryżu, pojedziemy tam z radością grania.

~TPT: Czy brzmienie albumu Kim Nowak, przełoży się jakoś na Fisza i Emade? Może okazać się, że stworzycie jeszcze bardziej rock'n'rollową płytę, od "Heavi Metalu" :)

Kim Nowak: Oczywiście jest to możliwe, aczkolwiek jesteśmy teraz pochłonięci Kim Nowak na tyle, że nie myślimy o płycie Fisz Emade.

~levy23: Czy jest szansa, że pojawi się album w stylu "Piątek 13"? Czy teraz tylko i wyłącznie mieszanie czegoś nowego?

Kim Nowak: Nawiązując do odpowiedzi na poprzednie pytanie, jesteśmy teraz w miejscu, kiedy zajmujemy się Kim Nowak, nie mamy jeszcze sprecyzowanych planów . Każda płyta jest troszkę innym rozdziałem, więc na pewno pojawią się rzeczy charakterystyczne dla nas, które być może się będą kojarzyły z brzmieniem "Piątek 13", ale to będzie już nowa opowieść i nowy rozdział.

~levy23: Pytanie bardziej prywatne, ciekawi mnie czy jesteście "kolekcjonerami" płyt, czy macie w swoich domach kolekcje cd czy też vinyli ?

Kim Nowak: Jesteśmy kolekcjonerami CD, już w mniejszym stopniu winyli. Akceptujemy też muzykę cyfrową, ale najbardziej lubimy płyty z okładkami.

~TPT: Nie każdy artysta w Polsce może pozwolić sobie na taką wolność artystyczną jak Wy. Projekty hip-hopowe, rockowe, album producencki, itd. Czy to chcieliście osiągnąć?

Kim Nowak: Nie wyobrażamy sobie inaczej. Tak naprawdę każdy artysta może sobie na to pozwolić, pytanie tylko, czy chce.

~kim: A kiedy będzie opublikowana jakaś trasa koncertowa? No i czy Trójmiasto już jest w niej odznaczone, jeśli nie, to może panowie powrót do Gdyńskiego Ucha?

Kim Nowak: Na pewno będziemy chcieli pojawić się wszędzie, więc Trójmiasto na sto procent, ale poczekamy na ten czas klubowy czyli październik. Teraz jest okres imprez otwartych, festiwali.

~bbreeze: Jesteście może w jakimś stopniu na bieżąco z polskim rapem? Albo zagranicznym?

Kim Nowak, Fisz: Zupełnie teraz nie śledzę polskiej sceny hiphopowej, z zagranicznej podoba mi się Fashawn.

Michał: Słucham, ale nie polskiego.

Kim Nowak: Dziękujemy wszystkim!
http://muzyka.onet.pl/10174,1612682,wywiady.html?drukuj=1

Kup płytę - zobacz jak tanio!